To provide the best experiences, we use technologies like cookies to store and/or access device information. Consenting to these technologies will allow us to process data such as browsing behavior or unique IDs on this site. Not consenting or withdrawing consent, may adversely affect certain features and functions.
The technical storage or access is strictly necessary for the legitimate purpose of enabling the use of a specific service explicitly requested by the subscriber or user, or for the sole purpose of carrying out the transmission of a communication over an electronic communications network.
The technical storage or access is necessary for the legitimate purpose of storing preferences that are not requested by the subscriber or user.
The technical storage or access that is used exclusively for statistical purposes.
The technical storage or access that is used exclusively for anonymous statistical purposes. Without a subpoena, voluntary compliance on the part of your Internet Service Provider, or additional records from a third party, information stored or retrieved for this purpose alone cannot usually be used to identify you.
The technical storage or access is required to create user profiles to send advertising, or to track the user on a website or across several websites for similar marketing purposes.
Rosół gotuję tylko na kurze – najlepiej z wiejskiej, starszej, z tłustą skórą.
Do tego 2 marchewki, pietruszka, kawałek selera i koniecznie spora cebula – opalana nad gazem, aż się cała zaczerni.
Wrzucam też kawałek pora i parę ziaren ziela angielskiego oraz liść laurowy.
Gotuję bardzo powoli – minimum 3 godziny, aż rosół zaczyna być lekko złocisty i pachnie w całym domu.
Na koniec przyprawiam solą, pieprzem i… odrobiną kurkumy dla koloru.
Makaron? Tylko domowy! 😊
Pozdrawiam!
Zazwyczaj wrzucam do garnka 2–3 udka z kurczaka, kawałek marchwi, pietruszkę, trochę selera i cebulę przypaloną nad gazem (albo na suchej patelni jak się nie chce brudzić palnika).
Woda zimna, wszystko razem, gotuję na małym ogniu – przynajmniej 2 godziny, a najlepiej jak postoi dłużej.
Do smaku: ziele angielskie, liść laurowy, sól, pieprz i obowiązkowo szczypta lubczyku.
Czasem dorzucam kawałek pora albo czosnek, jak mam pod ręką.
Makaron? Zwykłe nitki ze sklepu, ale jak mam czas, to robię lane ciasto. I tyle – domowy rosół bez cudowania.
Ja robię rosół tak, jak mnie mama nauczyła. Do dużego garnka wkładam kawałek kurczaka – najczęściej udko i trochę skrzydełek, czasem też kawałek indyka albo kury, jak mam. Do tego dorzucam 2 marchewki, pietruszkę (korzeń i trochę natki), kawałek selera i pora. Jak mam, to daję też cebulę – przypalam ją wcześniej nad palnikiem albo na suchej patelni, żeby rosół był bardziej złocisty. Dolewam zimnej wody, tak żeby wszystko było zakryte, i gotuję na małym ogniu. Jak się pojawi szumowina, to ją zbieram łyżką. Gotuję długo – co najmniej 2 godziny, a jak mam czas, to nawet 3. Pod koniec doprawiam tylko solą, pieprzem w ziarnach i daję listek laurowy. Rosół przecedzam, podaję z cienkim makaronem, czasem dorzucam trochę marchewki z gotowania. I tyle – domowy, prosty, taki jak lubimy najbardziej.
już dawno przestałam ściągać te szumowiny – i tak wszystko się potem klaruje, jak się gotuje powoli. To tylko niepotrzebna robota, a smak zostaje ten sam, jak nie lepszy!
Zawsze zaczynam od mięsa – najczęściej udko z kurczaka i kawałek wołowiny z kością. Mięso zalewam zimną wodą i powoli podgrzewam. Nie spieszę się – niech samo dojdzie do wrzenia.
Warzywa daję klasyczne: marchew, pietruszka, seler i por. Czasem wrzucam też ząbek czosnku i przypaloną cebulę – daje głęboki, ciemniejszy kolor. Dodaję też kilka ziaren pieprzu, ziele angielskie i listek laurowy. Nie bawię się w ściąganie piany – gotuję na wolnym ogniu i wszystko samo się klaruje. Całość pyrka sobie dobre 2–3 godziny. Pod koniec doprawiam tylko solą i ewentualnie natką. Rosół ma być czysty, aromatyczny i pełen smaku – bez udziwnień.
Wrzucam do garnka, co jest – trochę kurczaka, czasem resztki z indyka, warzywa z lodówki, jak są jeszcze jadalne. Marchew, pietruszka, por, wiadomo. Nie bawię się w przypalanie cebuli, jak ktoś chce dym, niech sobie ognisko rozpali. Woda z kranu, trochę przypraw – pieprz, sól, listek. Gotuję, ile się da, czasem zapomnę, to się sam wyłączy. Jak się coś unosi na wierzchu, to nie patrzę. Klarowność? To rosół, nie woda do spryskiwacza. Dzieci jedzą, nikt nie narzeka – i tyle.
Kiedyś kombinowałam, a teraz robię po swojemu i jest lepiej. Kurczak – najlepiej skrzydełka albo karkówka z indyka. Warzywa tylko podstawowe: marchew, pietruszka, cebula. Żadnych cudów.
Nie solę na początku, Gotuję długo, ale nie patrzę co 10 minut – niech się robi. Nie ściągam szumowin – za dużo roboty. Na koniec tylko doprawiam i tyle. Rosół nie ma być dziełem sztuki, ma smakować i grzać.